Licencja otwarta - tekst do swobodnego wykorzystania w dowolnej formie.
( lipiec 2026 )
Przedstawiciele Fundacji Court Watch Polska krytycznie ocenili zmiany w systemie SLPS wprowadzone jesienią 2025 roku. Wskazali oni, że rezygnacja z losowania pełnych składów orzekających i przekazanie większych kompetencji prezesom sądów narusza ustawowe standardy oraz nie gwarantuje obywatelom wydawania wyroków w całkowicie legalnych i przejrzystych składach.
Zdaniem autorów niniejszego raportu ta jedna zmiana, w połączeniu z kilkoma wcześniejszymi lukami w tym systemie pozwala na całkowicie swobodny, ręczny dobór sędziów, który jedynie udaje „losowanie”. Zapraszamy do lektury.
Temat opisywał wtedy Business Insider:
https://businessinsider.com.pl/prawo/waldemar-zurek-i-sadolotek-w-ogniu-krytyki-o-co-chodzi-w-tym-sporze-analiza/0r6s2qc
Podobnie krytycznie odnosi się do tych zmian Sieć Obywatelska WatchDogs:
https://siecobywatelska.pl/losowanie-sedziow-pod-lupa/
System SLPS wymaga pilnej uwagi, jest bowiem coraz bardziej podatny na manipulacje i ręczne sterowanie, co zaprzecza idei losowania. Szczególnie po wprowadzeniu jesienią 2025 roku zasady stałych trójek sędziowskich do spraw powyżej 1 mln zł. Wady systemu wynikają z jego przeregulowania i chęci uczynienia go przez Ministerstwo Sprawiedliwości doskonałym, rozwiązującym zbyt wiele problemów na raz.
Autorzy zastrzegają, że tekst ten nie stanowi „oskarżenia” wobec wymiaru sprawiedliwości ani tym bardziej też tezy o nasileniu korupcji, służy jedynie teoretycznym rozważaniom nad potencjalnymi zagrożeniami i wskazaniu ryzykownych funkcjonalności, które teoretycznie mogą być potencjalnie użyte do sterowania składami sędziowskimi i losami procesów sądowych. Ambicją tego krótkiego raportu jest zebranie wcześniejszych obserwacji osób i instytucji, które usiłowały, zazwyczaj nieskutecznie, zweryfikować jego działanie, czasem ogromnym nakładem pracy (patrz portal społeczników: www.SLPS.pl).
Nieskutecznie, ponieważ SLPS jest nietransparentny, a Ministerstwo Sprawiedliwości utrudnia poznanie i zweryfikowanie jego algorytmów, co kojarzy się z bardzo niedobrymi praktykami. Nie jest to też „sprawa polityczna”, ponieważ SLPS, uruchomiony w roku 2018tym, jest nadal w bardzo wątpliwej kondycji w roku 2026tym.
Przejdźmy do rzeczy, czyli listy potencjalnych zagrożeń – cech systemu, które mogą teoretycznie być wykorzystane do ręcznego manipulowania wynikami losowań:
Losowanie powinno się odbywać „automatycznie” w przeciągu np. 3 czy 7 dni od pojawienia się sprawy w sądzie (np. przyjścia akt sprawy z Sądu Okręgowego do Apelacyjnego) a nie w zupełnie dowolnym, uznaniowym.
Z naszych obserwacji wynika, że losowanie może się odbywać równie dobrze kilka tygodni, co kilka miesięcy po pojawieniu się sprawy w sądzie. Dlaczego swobodny dobór momentu losowania stanowi potencjalną lukę w bezpieczeństwie, wyjaśniamy szczegółowo dalej.
Podobnie jak każdy akt notarialny u notariusza ma swój numer, datę i godzinę, tak każde użycie systemu powinno (i na pewno jest) monitorowane i logowane, a logi te powinny być publicznie widoczne: data, godzina, nazwisko referendarza, sygnatura sprawy, waga czyli nakład pracy zwany kosztem sprawy oraz wynik losowania powinny być w czasie rzeczywistym, natychmiast widoczne na stronach Ministerstwa. W tej chwili można tam ściągnąć jedynie protokół końcowy.
Jaką jednak mamy gwarancję, że widoczny protokół nie jest wynikiem kilkukrotnego uruchomienia „maszyny losującej” i stanowi wydruk z ostatniej próby, której wynik referendarz uznał za „udaną” i odpowiadającą potrzebom. Dlaczego jest to ważne opisujemy szczegółowo dalej. Przy obecnym braku transparentności, nie mamy żadnej gwarancji, że operator systemu (zazwyczaj referendarz sądowy), nie „rzucał kostką” tyle razy, aż w końcu wypadła „szóstka”.
Protokół losowania zawiera listę sędziów, którzy pracują w danym wydziale sądu, uporządkowanych w kolejności od najmniej do najbardziej obciążonych pracą. Jest to o tyle ważne, że dodatkowym zadaniem SLPS jest równe rozkładanie pracy w wydziałach pomiędzy sędziów. Losowanie odbywa się niejako przy okazji, a jego przebieg jest nieco szokujący.
Jakie jest pierwsze potencjalne zagrożenie manipulacją ? Otóż wystarczy nie dokonywać losowania natychmiast gdy sprawa pojawi się w wydziale sądu, lecz poczekać na „dogodny” moment - miesiąc, czasem kilka, do czasu, aż sędziowie, na których wylosowaniu komuś mogłoby ewentualnie zależeć znajdą się na samej górze tej „listy rankingowej”, którą sporządza system SLPS jako każdorazowy wstęp do właściwego losowania.
Dlaczego na górze listy ?
Ponieważ sędzia prowadzący sprawę NIE JEST losowany spośród WSZYSTKICH sędziów pracujących w danym wydziale, ale jedynie spośród CZTERECH najmniej obciążonych pracą, którzy są zawsze na górze tej listy. Przykładowy wygląd takiej listy możemy udostępnić na życzenie - są one jawne, można je pobrać ze strony Ministerstwa, chociaż w bardzo niewygodnej formie, wymagającej informatycznej obróbki.
To oznacza, że gdy potrzebna osoba jest już na jednej z pierwszych – górnych czterech pozycji, to szanse wylosowania tej osoby wynoszą aż 25%.
Gdyby losowanie odbywało się spośród wszystkich 10-20 sędziów pracujących w wydziale, to szanse te wynosiłyby zaledwie 5-10% i można by jeszcze mówić o „losowości”.
Z zupełnie niezrozumiałych powodów, stosuje się zasadę, że sędziowie, którzy są aktualnie np. chorzy czy po prostu nieobecni, ale uwaga, chodzi tu o nieobecność zaledwie „powyżej 3 dni”, nie biorą udziału w losowaniu. Nazwiska pominiętych sędziów widzimy wtedy w dolnej części listy (patrz przykład).
Ta zasada ma wyjątkowo duże, potencjalne, pro-manipulacyjne konsekwencje i jednocześnie nie ma dla niej żadnego merytorycznego uzasadnienia.
Bo jakie może mieć znaczenie, że obecnie sędzia jest przeziębiony (7 dni), ma ciężką grypę (14 dni) lub złamał nogę (30 dni), skoro termin rozpoczęcia pracy nad sprawą w polskich sądach to zazwyczaj co najmniej kilka lub kilkanaście miesięcy ?
Proszę sobie wyobrazić jak może wyglądać taka lista w dniu, który następuje w okolicach długiego weekendu albo w okresie ferii czy wakacji szkolnych ? Jest całkiem prawdopodobne, że w tych warunkach nieobecna będzie większość zespołu wydziału a samo „losowanie” będzie się odbywać spośród zaledwie kilku obecnych w tym dniu osób. Wystarczy, że reszta weźmie urlopy dłuższe niż 3 dni. W załączonym przykładzie widzimy, że lista ma 12 „obecnych” oraz 7 „nieobecnych” sędziów, chociaż termin rozprawy jest w ogóle nieznany w chwili losowania.
Losowanie to czysta fikcja, skoro jego wynik można na koniec ręcznie poprawić - na dowód takiej możliwości przedstawiamy autentyczne zarządzenie z Sądu Okręgowego w Warszawie:
Wystarczy skorzystać z pola „EDYCJA” … patrz pkt. 3 autentycznego zarządzenia.
Nie wnikając w szczegóły uwidocznionej na zdjęciu sprawy oraz fakt, że była ona i tak przydzielona do referatu wymienionej tam Sędzi, najważniejsza informacja jaka płynie z tego dokumentu jest taka, że operator systemu SLPS ma do dyspozycji funkcję do ręcznego „POPRAWIENIA” WYNIKÓW LOSOWANIA ( „pole edycja”).
Patrz punkt 3:
Po wylosowaniu sędziego jest na on na swój sposób „wynagradzany” za pracę, przez określenie współczynnika obciążenia właśnie przydzieloną sprawą. Wiadomo, że sprawa sprawie nie jest równa. Czasem akta liczą sobie kilka, kilkanaście tomów a czasem kilkadziesiąt lub ponad setkę.
Jak jednak przewodniczący wydziału ma ocenić stopień skomplikowania danej sprawy i nakład pracy, jaki będzie potrzebny, nie zajmując się samodzielnie przez kilka dni taką sprawą, na co na pewno nie ma czasu ? Kierując się ilością tomów ? Wielkością kwoty sporu ? Paragrafami użytymi w pismach końcowych ?
Jedno jest pewne - nie istnieją automatyczne procedury określające wagę spraw. Te wagi są ustalane „ręcznie”, na wyczucie, zapewne na bazie doświadczenia.
Konkluzja jest oczywista – jeśli wagi ustala się ręcznie, to można w ten sposób wpływać na pozycję sędziego na listach rankingowych do losowań. Ten kto dostaje wysokie współczynniki, przesuwa się w dół listy, ten, kto otrzymuje niskie, pozostaje w jej górnej części.
W trakcie badań wielu raportów losowań znaleźliśmy przykłady prostej sprawy (2 tomy), z poziomu Sądu Rejonowego, która miała wyznaczony współczynnik „kosztu pracy”, czyli mnożnika na poziomie 2,39 oraz przypadek kilku spraw o kwotach sporu na poziomie kilkunastu czy kilkudziesięciu mln złotych, rozpatrywane w Sądzie Apelacyjnym, liczące sobie po 40-50 tomów, które miały współczynniki zaledwie 1,15 – 1,20. Jak to wytłumaczyć ?
Aby zweryfikować, czy ktoś stosuje tego typu praktyki należałoby przeanalizować wszystkich losowań w danym wydziale. To ogromna praca. Trudna do wykonania, ponieważ Ministerstwo Sprawiedliwości unika jakiejkolwiek współpracy na tym polu.
To chyba najciekawsza i jednocześnie najbardziej kontrowersyjna sytuacja.
Gdyby bowiem wszyscy trzej sędziowie byli wybierani w drodze losowania spośród wszystkich, na przykład 20-tu sędziów, danego wydziału, to takie losowanie można by nazwać uczciwym, ponieważ … ilość różnych 3-osobowych składów sędziowskich, jakie można wybrać spośród 20-tu sędziów … to po prostu matematyczna kombinacja 3-elementowych podzbiorów bez powtórzeń spośród 20-to elementowego zbioru (program matematyki liceum). Wzory poniżej.
Dla 20tu sędziów w wydziale dostajemy 1140 możliwości, dla 15tu sędziów 455 możliwości, dla 10ciu sędziów 120 możliwości. Prawdopodobieństwo wylosowania określonego składu wynosi tu więc od 1 procenta do 1 promila - losowanie takie byłoby więc uczciwe.
Praktyka jest jednak zupełnie inna - losowany jest wyłącznie sędzia główny takiej trójki sędziowskiej, tzw. referent i jest tajemnicą Poliszynela, że to praktycznie tylko on zajmuje się sprawą, a pozostali co najwyżej konsultują. Pozostałych dwóch sędziów dobiera się ręcznie !
Autorzy tego raportu mieli okazję zapoznać się z uzasadnieniem wyroku pewnego sądu apelacyjnego, zawierającym tak liczne i poważne błędy w ustaleniach prawnych i faktycznych, że można mieć absolutną pewność, że sędziowie „przyboczni” w ogóle nie weryfikowali sprawy, ponieważ nie wychwycono zupełnie prostych błędów popełnionych przez sędziego referenta. Ten ostatni, jeśli w ogóle zapoznał się z aktami sprawy, to zrobił to niezwykle pobieżnie. Szczegółowa dokumentacja tych zdarzeń nie jest upubliczniana, jednakże autorzy mogą ją udostępnić na życzenie instytucji związanych z wymiarem sprawiedliwości
Skoro losowany jest wyłącznie sędzia referent, to prawdopodobieństwo wylosowania konkretnej osoby wzrasta z 0.1 czy 1.0 % do 25%, co z losowością ma już nic wspólnego, szczególnie jeśli uwzględnimy mechanizm wykluczania z losowań nieobecnych w pracy sędziów oraz potencjalną możność powtarzania losowania aż do pożądanego „skutku”.
Tu jest jednak jeszcze gorzej, ponieważ w roku 2025 wprowadzono „udoskonalenie” pozwalające łączyć sędziów na stałe w swego rodzaju „trójki klasowe” i obecnie, bardzo często pracują oni w stałych trzy-osobowych sprawach (o ile rodzaj sprawy wymaga zespołowego orzekania).
Autorzy raportu, badając protokoły losowań, natknęli się na ciekawy przypadek, gdzie do dwóch różnych spraw o bardzo wysokich kwotach sporów, toczących się pomiędzy tymi samymi stronami i wokół podobnych ustaleń faktycznych wylosowano identyczne trójki sędziów – różniące się jedynie osobą referenta.
Nietrudno się domyśleć, że przydzielanie tych samych zespołów do pozornie podobnych spraw, między tymi samymi stronami na pewno ułatwia pracę sądowi i sprzyja tzw. efektywności procesowej oraz pewnie miło jest pracować w stałym zespole, gdzie ludzie się dobrze rozumieją, ale ta metoda stwarza jednocześnie ryzyko powielania błędów, przenoszenia poglądów z jednej sprawy na drugą i może zagrażać obiektywności.
Otóż wystarczy, aby podczas losowania „trafić” w jednego z trzech sędziów należących do danej trójki, aby po prostu „wylosować” tę konkretną trójkę.
Jednocześnie, stałe trójki sędziowskie, które obowiązują od roku 2025 powodują, że stopień obciążenia sędziów z danej trójki, stopniowo, wraz z upływem czasu, teoretycznie powinien stawać się podobny, a sędziowie powinni być blisko siebie na listach rankingowych służących do losowania (w rzeczywistości są często blisko, ale nie idealnie obok siebie).
Wynika to z tego, że sędziowie z danej trójki pracują z grubsza nad tymi samymi sprawami, chociaż oczywiście każdemu z nich mogą się też trafiać sprawy, w których występują pojedynczo. Nawet jeśli różnicom może też sprzyjać inny współczynnik obciążenia „referenta” oraz „przybocznych”, to udział w tych samych sprawach (choć w innych, wymieniających się rolach) powinien prowadzić stopniowo do wyrównywania się współczynników obciążenia całej trojki z upływem czasu, czyli już po kilku miesiącach wspólnej pracy.
Współczynniki obciążenia sędziów nie będą nigdy ściśle identyczne, bo jeden sędzia może zostać referentem w sprawie mającej 50 tomów a inny, z tej samej trójki może dostawać sprawy wymagające mniej pracy. W dłuższym czasie nawet ten efekt powinien się również wyrównywać.
Opisane tu zjawisko może teoretycznie owocować tym, że sędziowie z danej trójki mogą znajdować się na liście rankingowej stosunkowo blisko siebie. Wydaje się mało prawdopodobne, aby któryś z nich był na początku listy a inny na końcu.
Tym samym, jeżeli poczekamy odpowiednio długo (o czym była mowa wcześniej), to może się zdarzyć, że cała trójka, lub dwóch z trzech sędziów znajdzie się w pewnym momencie w obszarze czterech pierwszych pozycji na liście rankingowej w protokole losowania.
Przeprowadzone w takim momencie losowanie daje już 50% (2 sędziów na pierwszych 4ech pozycjach) lub nawet 75% (wszyscy trzej na pierwszych 4 pozycjach) PEWNOŚCI, że wynik losowania zaowocuje konkretnym zespołem sędziów.
Szczególnie, jeżeli losowanie zostanie powtórzone z dowolnych powodów „technicznych” lub wynik WYEDYTOWANY, czego dowód został przedstawiony wcześniej.
Ministerstwo Sprawiedliwości, które dysponuje łatwym dostępem do list losowania może łatwo zweryfikować te zjawiska, analizując wyniki kolejnych losowań dla poszczególnych sędziów. Takie badania są też możliwe do przeprowadzenia przez fundacje zajmujące się wymiarem sprawiedliwości, chociaż są na pewno czasochłonne.
Nawet one jednak wymagają współpracy z Ministerstwem. Jak jednak czytamy na stronach fundacji Court Watch oraz w portalu www.SLPS.pl, stworzonym przez wybitnego eksperta występującego w przestrzeni publicznej pod marką „Informatyk Zakładowy”, osoby, która wykonała chyba największą pracę wokół weryfikowania działania SLPS, współpraca ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości jest żadna i odstręczająca.
Sygnały płynące od wszystkich zewnętrznych obserwatorów są takie, że SLPS jest nietransparentny a Ministerstwo utrudnia weryfikacje jego działania. Polecamy zapoznanie się z raportami z wieloletnich badań prowadzonych rzez „Informatyka Zakładowego”:
https://slps.pl/blog/jak-slps-wylicza-wskazniki-obciazenia/?utm_source=perplexity
https://slps.pl/blog/you-had-one-job/
Autorzy proponują, aby automatycznie, rutynowo przeprowadzać badania na całej, krajowej bazie orzeczeń w celu sprawdzania dwóch parametrów:
1) Odsetka wyroków wydawanych przez poszczególnych sędziów w sprawach o dużych kwotach sporu, które zmieniły wyrok sądu pierwszej instancji o 180 stopni. Każdy taki wyrok jest obarczony niewielkim, choć oczywistym ryzykiem.
2) Całkowanie (sumowanie) kwot sporu spraw przydzielanych konkretnym sędziom, w celu weryfikacji, czy nie chodzi do zjawiska ponad statystycznego koncentrowania decyzji o wysokich kwotach w rękach wybranych osób.
Zewnętrzne fundacje nie przeprowadzą takich badań, bo jak się przekonaliśmy podczas przygotowania tego materiału, opisy, wyroki i uzasadnienia spraw prowadzonych przez niektórych sędziów nie są uwidaczniane w publicznie dostępnych systemach i to akurat takich, które akurat budzą naturalną ciekawość (i nie chodzi tu wcale o sprawy z wyłączoną jawnością). Celowość takich badań jest oczywista i nie wynika z żadnego rodzaju „podejrzeń”. Takie badania mogłyby zwiększyć znacznie zaufanie społeczne do systemu sądownictwa gospodarczego w Polsce.
[ koniec raportu ]